Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielki Post. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielki Post. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 marca 2021

Kazanie pasyjne - uzupełnienie cyklu.

Na każde zaś święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więźnia, którego żądali. A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił. 9 Piłat im odpowiedział: «Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?» Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: «Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?» Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!» Piłat odparł: «Cóż więc złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!» Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Tłum. Niepoliczony, anonimowy. Tłum gotowy, aby za kilka monet wydać wyrok na niewinnego człowieka i Boga. By skandować, co sił w piersiach „Ukrzyżuj Go!”. Tłum, który chętnie bierze udział jako widz żądny spektaklu jakim staje się droga krzyżowa. Tłum, który chętnie odnajduje się w roli oprawcy plując, wyśmiewając i poniżając skazańców. Tłum, który jest bezlitosny i okrutny. A pewnie wielu to ci, którzy zaledwie kilka dni wcześniej cieszyli się i słali przed swym Mistrzem płaszcze i zerwane zielone gałązki, wyznając wiarę, że nadchodzi Boży Posłaniec, że nadchodzi Zbawca Izraela. Przecież ten owy tłum korzystał – że tak określę – z usług jakie dawał Jezus. Byli wśród nich uzdrowieni, byli nawróceni, byli ci, którzy zostali uwolnieni od złego ducha i pocieszani w trudnościach.

„Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił? W czymem zasmucił albo w czym zawinił?” - dobrze znamy słowa tej wielkopostnej pieśni. Postawione w niej pytania kierowane są do każdego z nas. Któż wie, ilu spośród z nas znalazłoby swoje miejsce wśród tłumu jaki towarzyszył Jezusowi. Czym zawinił nam Jezus, że nie stajemy dziś w obronie PRAWDY, w obronie WIERNOŚCI, ŻYCIA, NADZIEI i MIŁOSIERNEJ MIŁOŚCI?

Dziś wielu nazywających się katolikami, chętnie wydaje wyroki pierw nim uczyni to kompetentna władza sądownicza. Młoda dziewczyna w niewielkiej wiosce w ciąży – ladacznica, rozpustnica. A Kasia została zgwałcona, gdy czekała na wieczorny autobus, którym wracała ze szkoły do domu.

Znowu sąsiedzi się kłócą, ale co ja się będę mieszać w nie swoje sprawy. Przecież kto się lubi, ten się czubi. Dwa dni później informacja, że sąsiad zabił swoją żonę.

Środek miasta, chłopiec siedzący bez kurtki na zimnie. Tłum go mija, przecież to nie moje dziecko, co mnie ono interesuje. Mężczyzna leżący na ławce. Jeszcze jakby była to kobieta, to może bym podszedł, ale to już leżąca patologia.

Kiedy mamy do czynienia z tłumem, zapominamy o tym, że jesteśmy jego częścią. W psychologii używa się określenia mechanizm tłumu. Polega on na tym, że grupa wywiera podświadomie presję na jednostce. I choć będąc samemu zareagowalibyśmy inaczej, to jednak postępujemy jak inni. Co sobie owi inni o mnie pomyślą, kiedy będę chciał coś zrobić, chciał się zaangażować, pomyśleć inaczej. W ten sposób nieświadomie biorę udział w pomnażaniu zła. W tłumie człowiek pod presją, wodzony emocjami, potrafi podejmować nieracjonalne decyzje, nieetyczne, niemoralne. Popatrzy tylko – w jaką jatkę przeradzały się marsze kobiet, nazywane pokojowymi i jakie żniwa zła wciąż zbierają podsycając tłum do nienawiści, profanacji.

A przecież nauka Jezusa Chrystusa wciąż jest aktualna: Kochaj Boga i kochaj bliźniego. Boże przykazanie nie brzmi: „Nie miłuj Boga swego i nienawidź swego bliźniego” ale brzmi: „Będziesz miłował Pana, Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich a bliźniego swego jak siebie samego”. Bliźnim jest każdy człowiek. Możemy powiedzieć, że Jezus przegrał. Po ludzku przegrał wszystko, co głosił, co czynił przez miniony czas. Przegrał z Barabaszem, zbrodniarzem, który według tradycji trafił do więzienia za morderstwa na kobietach w stanie błogosławionym i czarnoksięstwo.

Józef Ratzinger w 2. części książki „Jezus z Nazaretu” pisze: Do głosu dochodzi ochlos i domaga się uwolnienia Barabasza. Ochlos – pisze dalej kardynał – oznacza najpierw po prostu gromadę ludzi, ,tłum'. Termin ten ma nierzadko wydźwięk pejoratywny i przybiera sens ,motłochu'. W każdym razie nie oznacza on „ludu” żydowskiego jako takiego.” Niewątpliwie Barabasz ma swoich zwolenników, którzy są głośniejsi, którzy w sporze zwyciężają. „Głos ludu, na którym opierało się prawo rzymskie, reprezentowała tylko jedna strona” (JR). Zwolennicy Jezusa, apostołowie zamilkli, byli przerażeni. Sami bali się o własne życie. Przypomnijmy Piotra - Skałę, na której Jezus chce budować Kościół – trzy razy wypiera się Jezusa.

Dziś też wielu idzie za głosem tłumu, za opinią innych. Czasem nie patrząc czy jest to prawda. Nie bezpodstawnie używa się sformułowania „czwarta władza” odnośnie telewizji, prasy czy internetu. Nasze sumienia ulegają rozmaitym naciskom i wpływom medialnym. Widzimy to także we wszelkich systemach totalitarnych, gdzie góra kieruje masą, owych ochlos.

Ale z tłumu wyłowić należy także tych, którzy płyną pod prąd, którzy nie dają się manipulować i zwodzić. Szymon Cyrenejczyk, choć przymuszony, ale tradycja go zapamiętała. Podobnie i Weronika. Nawet i płaczące niewiasty, które pewnie „służbowo” opłakiwały skazańców. A w końcu Maryja Matka Bolesna i Jan, umiłowany uczeń, którzy z odwagą idą pod sam Krzyż.

Chcę was kochani pozostawić dziś z pytaniem, które daję wam jako zadanie domowe na Wielki Tydzień: dziś Niedziela Palmowa – dziś woła się „Hosanna”, ale już za kilka dni „na krzyż z Nim”. po której stronie staniesz? Po stronie Chrystusa czy Barabasza? Życia czy Śmierci?



niedziela, 22 marca 2020

Wierzę, Panie!


Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».
Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.

(J 9, 1. 6-9. 13-17. 34-38)

niedziela, 14 kwietnia 2019

Dobry Łotr - Nadzieja - Kazanie pasyjne


„Gdy przyszli na miejsce zwane ‘Czaszką’. ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej jego stronie”. Jednemu z nich, tak zwanemu Dobremu Łotrowi, tradycja przypisała imię Dyzma. Pierwsze spisy świętych nie zawierały informacji o Dobrym Łotrze. Dopiero Ojcowie Kościoła, jak św. Ambroży, św. Atanazy Wielki, św. Hieronim, św. Leona I Wielki, św. Jan Chryzostom, św. Maksym z Turynu, posługiwali się przykładem Dobrego Łotra w swoich kazaniach i pismach. Kościół Wschodni czci Dobrego Łotra jako męczennika, natomiast w Kościele Zachodnim wspominamy w liturgii Świętego Dobrego Łotra. Czym więc zasłużył sobie na to wszystko Dobry Łotr?
Odpowiedź odnajdujemy w Ewangelii wg. św. Łukasza. Kiedy drugi łotr, którego określamy złym urągał Jezusowi, ten dobry upomniał swojego kompana: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. Pomimo cierpień fizycznych, Dobry Łotr uznaje, że słusznie ponosi karę, upomina więc drugiego złoczyńcę. Można być fizycznie blisko Boga samego, ale wnętrzem, swoim duchem być oddalonym. Kiedy zatracamy sprzed oczu miłosierne spojrzenie Jezusa, albo inaczej: kiedy nie chcemy dostrzec pełnego miłości spojrzenia Boga, wtedy złorzeczymy, jesteśmy wciąż niezadowoleni i coraz bardziej popadamy w egoizm, czyli w miłość siebie samych. Stajemy się więc nieszczęśliwi, bo zatracamy coraz bardziej sens naszego życia. Jesteśmy pretensjonalni, karmimy się kolejnymi informacjami o tym, co się komu nieudało.
A w końcu zaczynamy narzekać na Boga i Kościół, pojmowany jako wspólnotę i instytucję, traktując Kościół na równi z instytucjami życia publicznego. Czasem może robimy to nieświadomie, ale coraz więcej osób z pełną premedytacją atakuje ludzi Kościoła. Często takim sytuacjom jesteśmy winni sami sobie.
Dobry łotr, który zrozumiał swoje grzechy, wyznaje wiarę w Boga, rozumie, że tuż obok na drugim krzyżu przybity jest Bóg, dlatego prosi Go: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jak czytamy dalej w relacji św. Łukasza: „Jezus mu odpowiedział: ‘Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju”. Dobry Łotr staje się więc świadectwem miłosierdzia i znakiem, że miłosierna miłość Boga czeka na każdego człowieka. Bóg przychodzi z pomocą do każdego, kto szczerym sercem woła do Niego o pomoc. Co więcej, Bóg dał się przybić do krzyża, by pokazać każdemu z nas, że życie swoje oddaje, abyśmy mogli żyć wiecznie. W raju jest miejsce dla wszystkich ludzi, którzy chcą w nim zamieszkać. Raj oznacza bycie z Jezusem. Także na ziemi, choć cierpimy i ponosimy trudy naszej codzienności. Czasem ktoś mówi: „Ja na pewno nie pójdę do nieba, bo popełniłem tyle grzechów, że Bóg mi ich nie przebaczy” - sam nie chcesz, by Bóg ci je przebaczył. Lubisz po prostu siedzieć w fetorze grzechów. Św. Filip Nereusz mawiał, że wyczuwa grzech węchem a gdy jakiś zatwardziały grzesznik przychodził do niego i nie chciał się szczerze wyspowiadać, św. Filip miał mawiać, że czuje fetor, smród grzechów i trzeba je wyznać, aby żyć w radości Bożej.
Mawiamy, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Dobry Łotr na krzyżu zaprzyjaźnił się z Jezusem. Połączyła ich wspólna droga, podczas której dźwigali krzyżową belkę, połączył ich ból i cierpienie. Łotr dostrzegł, że Jezus cierpi tak jak on, może otrzymał szczególną łaskę na ten czas i poznał, że to Bóg, prawdziwy Mesjasz, który cierpi dla zbawienia świata.
Kardynał Ratzinger w książce „Jezus z Nazaretu” pisze, że „w dziejach chrześcijańskiej pobożności dobry łotr stał się obrazem nadziei i pocieszającej pewności, że miłosierdzie Boże może nas dosięgnąć także w ostatnim momencie – pewności, że nawet po chybionym życiu człowiek nie na próżno modli się o dobroć Boga”. A co my robimy, gdy słyszymy o nawróceniach? Mówimy: „To niemożliwe!”. Sami czasem nie chcemy skorzystać z łaski, jaką daje nam Bóg i innym zastawiamy drogę dojścia do Pana Boga. A Dobry Łotr uczy nas nadziei życia wiecznego. Uczy nas tego, że nawet jeśli po ludzku życie sobie zmarnujemy, to jeszcze jest ta ostatnia szansa, to ostatnie wołanie do Boga, by wspomniał na mnie w swoim Królestwie. Ta chrześcijańska nadzieja nie umiera. „A nadzieja zawieść nie może – powie Apostoł Paweł – ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”. Każdego z nas Bóg kocha i każdy z nas słyszy słowa: będziesz ze mną w raju… Dziś trzeba nam odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: czy chcę żyć wiecznie z Bogiem?

sobota, 13 kwietnia 2019

Jezus - Serce - Kazanie pasyjne


„Jezus[…] rzekł: ‘Dokonało się!’ I skłoniwszy głowę, oddał ducha” – tak ostatnie chwile ziemskiego życia Jezusa relacjonuje Jan Ewangelista. A za chwilę, jako jedyny, dodaje, co się działo z ciałami skazańców po śmierci. „Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda”. Przebity bok Jezusa utożsamia się z Jego przebitym sercem, z którego popłynęły krew i woda – symbole sakramentów, szczególnie zaś Eucharystii. 
Określenie hesed oznacza miłosierdzie, które jest jak skała, która nawet nie drgnie, gdy wokół dzieją się różne rzeczy. Bóg jest Tym, do którego możemy zawsze wrócić. Szczególnym czasem powrotu jest Wielki Post. Możemy – niczym marnotrawny syn – wrócić do Ojca i zostać na nowo przyjęci na tych samych zasadach i z tą samą miłością jak przed odejściem.

Każdemu zapewnie, jak tu jesteśmy, serce kojarzy się z organem ludzkim, odpowiedzialnym za przepompowywanie krwi niosącej tlen i składniki odżywcze do wszystkim komórek organizmu. Serce kojarzy nam się z EKG, z zawałem, chorobami czy wadami, a w końcu z przeszczepem.
Młodzi – chłopak czy dziewczyna – wzajemnie „walczą” o swoje serca. Mawiamy, że ktoś ma serce z kamienia, inny serce zimne jak lód. A o jeszcze innym człowieku powiemy, że ma otwarte serce, gołębie serce, gorące serce… Jedno serce, a tak wiele znaczeń w naszym życiu.
W tradycji hebrajskiej serce oznacza wnętrze człowieka, zawiera jego myśli, wspomnienia, zamiary i decyzje. Serce jest miejscem osobowości człowieka, w którym zawiera się prawo niepisane i wolna wola człowieka. Często serce utożsamiane jest z sumieniem, miejscem spotkania Boga z człowiekiem. Na kartach Pisma Świętego najczęściej serce występuje w swoim znaczeniu przenośnym, oznaczającym owe wnętrze człowieka.
Chrystus, który jest prawdziwym Bogiem, jest także prawdziwym człowiekiem, w którym bije serce jako organ. Jezus posiada szczególne serce, które potrafi miłować każdego człowieka, bez względu na jego życie. Jezus kocha każdego z nas, dlatego dał się przybić do krzyża, dlatego Jego serce zostało tak wyniszczone przez mękę.
W dobrze znanej nam pieśni śpiewamy: „Serce Twe, Jezu, miłością goreje, Serce Twe w ogniu miłości topnieje, a nasze serca zimne jak lód, i próżny zda się Twej męki trud”. Czy na pewno zbawczy trud pasji Jezusa Chrystusa jest zbędny, bez sensu? Może wydawać się, że tak, bo człowiek nie jest w stanie odpowiedzieć na tak ogromny dar miłości. Boże serce doznaje od nas nieustannie wzgardy i niewdzięczności przez grzechy, które popełniamy.
Serce Jezusa jest więc symbolem tej ogromnej miłości, jaką Bóg obdarował każdego z nas. Przez wieki Jezus poświadczał tę miłość swoimi objawieniami i działaniem. W roku 1675 Jezus ukazał się ze swoim Sercem świętej Małgorzacie Marii Alacoque. Jezus żądał, aby ustanowić w piątek po oktawie Bożego Ciała święto ku czci Jego Serca. Stało się tak dopiero w 1856 roku, a wcześniej o sto lat, ustanowiono to święto w Polsce na prośbę biskupów. Myślę, że warto tu zaznaczyć, że w naszej ojczyźnie naród trzykrotnie poświęcał się opiece Serca Jezusowego, dziękując za wszelkie dobrodziejstwa i prosząc o dalszą opiekę.
Inną świętą, której Jezus mówił o swoim Sercu, jest święta siostra Faustyna Kowalska. Można powiedzieć, że dla niej Jezus pozostawił to, co najważniejsze – ukazał jej swój najpiękniejszy przymiot, jakim jest miłosierdzie. Pojęcie „miłosierdzie” oznacza w dawnej polszczyźnie „miłe serce”.
Hebrajski termin hesed, jakim oznaczano miłosierdzie, wyraża wzajemną miłość osób pozostających sobie absolutnie wiernymi. Można by rzec, że jest to mocne, fundamentalne określenie miłości, posiadającej konkretne zobowiązania co do drugiej osoby. Bóg jest Tym, który dochowuje wierności, nawet gdy my jej nie dochowujemy.
Drugi hebrajski termin określający miłosierdzie – rahamim to przywiązanie jednego stworzenia do drugiego, jest to pełna uczucia miłość, delikatna i wrażliwa jak miłość matki. Warto tu zaznaczyć, że owe pojęcie wywodzi się od rehem, co oznacza matczyne łono. Wyraża się poprzez konkretne działania na rzecz osób znajdujących się w trudnej sytuacji lub w przebaczaniu urazów.
Bóg jest Tym, który darzy nas swoim miłym sercem, do którego wszyscy możemy przylgnąć, przy którym chcemy odpoczywać i nabierać sił na kolejne dni naszego życia. W końcu Bóg jest tym, który działa w naszym życiu, kiedy czegoś nam potrzeba. Wystarczy, że będziemy ufali w Jego Słowa i wypełniali Jego przykazania, że będziemy trwać wiernie przy Nim jak przy Miłosiernym Ojcu. Jest to możliwe, jeśli w pełni ufamy Bogu i chcemy podejmować Jego wolę w naszym życiu. Nie zawsze łatwą, ale niosącą dla nas pożytek.
Każdego dnia odpowiadamy na miłość Boga poprzez miłość do drugiego człowieka. Wielu z nas każdego dnia służy sobie wzajemnie w miłości, dzieląc się swoim sercem, swoim wnętrzem. Rozmawiałem niegdyś z moją starszą znajomą, schorowaną, podpierającą się na kuli. Zapytałem się, po co codziennie jeździ na drugi koniec miasta, a w odpowiedzi usłyszałem od niej, że codziennie odwiedza swoją przyjaciółkę, z którą zna się już blisko czterdzieści lat. Powiedziała, że ona ma gorzej, bo nie wstaje, nie może chodzić, a póki ona daje radę, to chce jej pomagać. To nie kosztuje zbyt wiele – mówiła, wystarczy posiedzieć, powspominać, porozmawiać, czasem zrobić zakupy, sprzątnąć czy uprać… Zawstydziła mnie, bo wolałbym w tym czasie przesiedzieć przed monitorem komputera. I pewnie wielu z nas tu obecnych wolałoby zostać przy swoim ulubionym serialu czy zajęciu… Cóż, wielu zostało w domach, a przecież Wielki Post zachęca nas do gorliwszej modlitwy, do konkretnych postanowień, do postu i jałmużny, do dzielenia się – nie tylko tym, co posiadam, ale także swoim czasem i zdolnościami. Miłość jest wymagająca, miłość każe nam opuścić nasze wygodne życie i zrobić coś, czego być może nie chcemy. A wszystko z miłości i w miłości… i dla Miłości, jaką jest Bóg.
Kiedy siostra Faustyna przebywała w płockim klasztorze, wieczorem 22 lutego 1931 roku ujrzała Jezusa: „Kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi biały.[…] Po chwili powiedział mi Jezus: ‘Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (Dz. 47).
Bardzo dobrze znamy ten wizerunek Chrystusa. Obraz przedstawia Jezusa zmartwychwstałego, który niesie nam pokój. Dwa promienie symbolizujące krew i wodę, które wydostają się z serca. Na obrazie jednak serce jest niewidoczne. Te dwa momenty – męka i śmierć oraz zmartwychwstanie Jezusa ukazują nam pełnię Bożej miłości; miłości, która ocala.
W innym miejscu Jezus powiedział do Świętej takie słowa: „W Starym Zakonie (mowa tu o czasach sprzed narodzenia Jezusa) wysyłałem proroków do ludu swego z gromami. Dziś wysyłam ciebie do całej ludzkości z moim miłosierdziem. Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego serca” (Dz. 1588). Siostra Faustyna stała się dla świata – jak nazywa ją Jezus – sekretarką miłosierdzia. Przekazała światu prawdę o niewyczerpanym źródle miłości. Jezus także nakazał, aby zrobiła wszystko, by w pierwszą niedzielę po Wielkanocy ustanowić w Kościele Święto Miłosierdzia. Dopiero Jan Paweł II ustanowił to święto w roku 2000. W tym dniu czytany jest fragment wyjęty z Ewangelii według świętego Jana o przyjściu Jezusa zmartwychwstałego do uczniów. Nie był wtedy w Wieczerniku obecny Tomasz, do którego Jezus przychodzi kolejnym razem. Papież Benedykt jeszcze jako kardynał w jednej ze swoich książek pisał: „Wszyscy jesteśmy Tomaszami, niedowiarkami; ale podobnie jak on, wszyscy możemy dotknąć otwartego Serca Jezusa oraz[...] stanąć przed Logosem. Tak więc kierując nasze ręce i oczy ku Sercu, możemy wyznać naszą wiarę: Pan mój i Bóg mój!”. Niewątpliwie Serce Jezusa, które na krzyżu zostało przebite włócznią, jest dla nas darem, z którego płynie miłosierdzie.
W innym miejscu Jezus powiedział do siostry Faustyny: „Otworzyłem swe serce jako żywe źródło miłosierdzia, niech z niego czerpią wszystkie dusze życie, niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością” (Dz. 1520). Te słowa Jezusa pokazują nam, co fascynującego jest w Jego sercu. Odpowiedź znamy – to miłosierdzie, z którego czerpać możemy życie. Z Jezusowego Serca wypływa krew i woda. Woda symbolizuje oczyszczenie, krew natomiast daje życie duszy. Każdy z nas może zanurzyć się w miłosierdziu Bożym, aby oczyścić swoją duszę i na nowo znaleźć życie Boże. Możemy to czynić ilekroć zachodzi potrzeba. Ile razy zbrudzimy się grzechem, tylekroć możemy obmyć się w łasce miłosierdzia w sakramencie pokuty i pojednania. Jezus czeka na nas zawsze. Tak bardzo nas kocha. Tak pokorna jest Jego miłość, że mimo wciąż wystawiania ją na próbę, jest coraz silniejsza.
Dlaczego Serce Jezusa pełne miłosierdzia jest dla nas tak ważne? Kardynał Ratzinger trzydzieści lat temu napisał: „W Sercu Jezusa jest istota chrześcijaństwa. Wyraża ono wszystko — to wszystko, co jest prawdziwie nowe i rewolucyjne w Nowym Przymierzu. To Serce przemawia do naszych serc. Zachęca nas do rezygnacji z jałowych wysiłków myślenia o samych sobie i do uczestnictwa w zadaniach wypływających z miłości, do powierzenia się Jemu i z Nim, by odkryć pełnię jedynej miłości, która jest wieczna i podtrzymuje świat”. Te słowa obecnego papieża najlepiej ukazują sens Jezusowego Serca.
„Serce Jezusa – pisał ks. Jan Twardowski – jest jak niewyczerpane źródło. Można z Niego czerpać mało, więcej i bardzo wiele. Wszystko, cokolwiek z Niego czerpiemy, jest nam potrzebne. Możemy nachylić się nad źródłem, uklęknąć i nawet nie kubkiem, ale ręką albo poskładanym okręcikiem z papieru zaczerpnąć trochę wody, zwilżyć spieczone usta i ochłodzić się. Jeżeli zbliżymy się do Jezusowego Serca jak do źródła - zanurzymy lekko rękę w otchłani Serca, na pewno znajdziemy ulgę. Jeżeli zbliżymy się do Jezusowego Serca jak do potoku - wykąpiemy się, obmyjemy z grzechu, cierpienia, choroby i odzyskamy czystość duszy. Można zbliżyć się do Jezusowego Serca jak do gorzkiego morza i z głębiny wydobyć coś bardzo trudnego do przyjęcia, i wtedy najsłodszy Jezus może wydać się najbardziej gorzki. Ale razem z gorzkim doświadczeniem wydobędziemy coś jeszcze – moc przetrwania i siłę, by pokochać wolę Bożą”. Każdy może się więc zbliżyć. Każdy po swojemu.``


niedziela, 10 marca 2019

Piłat - Prawda - Kazanie pasyjne


Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium[…] Piłat wyszedł na zewnątrz i rzekł: ‘Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?’. W odpowiedzi rzekli do niego: ‘Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”.
Poncjusz Piłat był prokuratorem Judei. Swoją funkcję pełnił przez dziesięć lat, w czasie których wielokrotnie dał się poznać jako wróg Żydów. Robił wszystko, by uprzykrzyć im życie. Żydzi, którzy już wydali na Jezusa wyrok, tym razem chcieli skorzystać z nienawiści Piłata względem ich narodu.
W drugiej części swojej książki „Jezus z Nazaretu”, kard. Józef Ratzinger pisze: „Jezus został uznany za winnego popełnienia bluźnierstwa – przestępstwa, za które przewidziana była kara śmierci. Ponieważ jednak orzekanie kary śmierci było zastrzeżone Rzymianom, dalszy ciąg procesu musiał się odbyć przed Piłatem i w związku z tym na pierwszy plan musiał się wysunąć polityczny aspekt orzeczenia winy”.
Kiedy przyprowadzono do Piłata Jezusa, przesłuchuje Go, a nie znajdując w Nim winy, chce wypuścić na wolność. Przekupiony zaś tłum skanduje o wyrok śmierci. Piłat został postawiony między – przysłowiowym – młotem a kowadłem. Jeśli zwolni Jezusa, straci szansę na polityczny awans. Jeśli Go skaże – wyda niesłuszny wyrok, skazując niewinnego na śmierć. W rozmowie Piłat rzekł do Jezusa: „Cóż to jest prawda?”. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” – powie Jezus do Piłata. Chrystus przez całe swoje życie był wierny prawdzie i zapłacił za to życiem. Co więcej, mówił o sobie, że jest Prawdą. Postawa Jezusa jest inna niż dotychczasowych oskarżonych: nie rzuca mu się do nóg, nie błaga o litość, nie zaklina się, że jest niewinny. Milczy na przedstawiane mu zarzuty. Tak jest i dziś, gdy my – ludzie XXI wieku przychodzimy do Boga i oskarżamy Go za nasze niepowodzenia, nasze trudności, nasze słabości, choroby, biedę czy cierpienie. Oskarżamy Boga za rzeczy wielkie. Wciąż obrzucamy Go pytaniem „dlaczego?”… A On?... A Bóg czeka na nas w pokornym, niewielkim chlebie. I tak jak w pretorium przed Piłatem – tak milczy i dziś. Nie wyrzuca nam, ile to razy obiecywaliśmy poprawę z naszych grzechów, ile razy mówiliśmy, że to czy tamto więcej się nie powtórzy. Ile razy nie byliśmy świadkami prawdy.
Współczesny świat jest światem, w którym nie wiadomo, gdzie jest prawda i kto ma rację. Jesteśmy ciągle okłamywani przez media, polityków, niekiedy okłamujemy samych siebie. Dziś stało się już powszechnym, że młodzi okłamują dorosłych, a dorośli – młodych. Dziś stało się normalnym, że trzeba oszukać państwo przy płaceniu podatków i robić wszystko, by samemu żyło się jak najlepiej.
Boimy się stanąć w prawdzie, bo prawda często boli. Boimy się powiedzieć drugiemu tego, co może popsuć relacje międzyosobowe. Bardzo często słyszę słowa, że dziś nie warto być uczciwym, nie warto być szczerym, nie warto mówić prawdy i żyć zgodnie z prawdą. I wtedy słyszę wyjaśnienie, że dziś trzeba oszukiwać i kombinować, żeby w życiu coś osiągnąć.
Wielu współcześnie buduje swoje życie na kłamstwie, a z naszego języka ucieka coraz bardziej pojęcie kłamstwa. Raczej powiemy, że ktoś jest zaradny, że jest sprytny, ale nie powiemy, że kłamie. Bardzo szybko takich ludzi, a może i samych siebie – usprawiedliwiamy. Kłamstwem karmimy się każdego dnia. A przecież – jako chrześcijanie – mamy być świadkami prawdy.
Ja nie znajduję w nim żadnej winy” – powiedział Piłat, a ostatecznie umywa ręce – ten, który miał stać na straży prawa godzi się na jawną niesprawiedliwość za cenę “świętego spokoju”; dla niego liczy się ten, kto jest silniejszy, kto ma władzę (zwłaszcza nad nim).
Być świadkiem prawdy i żyć prawdą nie jest łatwo. Wiele osób traciło pracę, dobytek, a niekiedy życie za prawdę. Wszystko dlatego, że byli stróżami prawdy, która jest tylko jedna. Wiele osób w historii naszego kraju cierpiało z tego powodu. Chyba jednym z najbardziej znanych Polaków jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko, o którym w homilii podczas mszy beatyfikacyjnej arcybiskup Amato mówił: „Ksiądz Jerzy nie uległ pokusie, by żyć w tym obozie śmierci. Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana. Lecz zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości. Dlatego ten bezbronny kapłan był śledzony, prześladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie związany i, choć jeszcze żył, został wrzucony do wody”.
Oddał życie za prawdę. Sam często mawiał, że „prawda kosztuje dużo, lecz wyzwala.” Posłuchajmy, co o prawdzie mówił bł. ks. Jerzy podczas swojej ostatniej Mszy świętej. „Życie w prawdzie, to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie protestujemy, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapomniała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie.” Czyż te słowa i dziś nie są aktualne?
Piłat zadał Jezusowi pytanie: „Cóż to jest prawda?” Lecz dla Piłata nie ma pojęcia obiektywnej prawdy. Prawda znajduje się po stronie tych, co są silniejsi, prawdą jest to, co jest dla niego korzystne. Ostatecznie Piłat skazał Boga-Człowieka na śmierć. Umył sobie ręce, by w ten sposób pokazać, że jest mu ta śmierć obojętna, by pokazać, że nie chce mieć nic wspólnego ze śmiercią Jezusa, ze śmiercią prawdy.
Kiedy w końcu przestaniemy myć nasze ręce?