Jezus,
przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na
oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce
Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył
się i wrócił, widząc.
A
sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili:
«Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili:
«Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego
podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Zaprowadzili
więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów.
A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był
szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał.
Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i
widzę».
Niektórzy
więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od
Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki
sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał
wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego:
«A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział:
«To prorok».
Rzekli
mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas
pouczasz?» I wyrzucili go precz.
Jezus
usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego:
«Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż
to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus:
«Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś
odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.
Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by pochwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?"Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: "Czemu Mnie kusicie, obłudnicy? Pokażcie Mimonetępodatkową". Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga".
Mt 22, 15-21
Czytając ewangelię widzimy Jezusa, który wciąż jest wystawiany na próby. Jego słuchacze - uczeni w Piśmie, faryzeusze, starsi ludu, próbują za wszelką cenę i na różne sposoby ośmieszyć, skompromitować Jezusa i znaleźć przeciwko Niemu jakiś dowód. Dzisiejsza ewangelia mówi nam o podatku, który Żydzi musieli płacić na rzecz cezara. Bardzo przemyślnie wybrali zagadnienie, na którym chcieli "złamać" Jezusa.
Tyberiusz Cezar, syn boskiego Augusta, najwyższy kapłan
Na monecie podatkowej - denarze widniał wizerunek cezara Tyberiusza i skrótowy napis: TiberiusCaesarDiviAugustifiliusAugustusPontifex Maximus". Żydzi nie chcieli, choć musieli, posługiwać się tą monetą. Wizerunek cezara i podpis, że jest on synem boskiego Augusta obrażały uczucia Żydów. Co więcej, używając tych monet, Żydzi dają komunikat, że uznają władzę Rzymu nad sobą. Natomiast wcześniejsze próby zwalczenia używania monet z wizerunkami cezarów zakończyły się niepowodzeniem. Stąd pytanie do Jezusa: "Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?". Odpowiedź Jezusa jest jasna: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga".
Jezus mówi nam o zasadzie sprawiedliwości: oddać każdemu to, co się jemu należy. Każdy człowiek powinien wypełniać pewne zobowiązania wobecrodziców, rodziny, społeczeństwa czy państwa. Jako ludzie wierzący, mamy też oddać "Bogu to, co należy do Boga". Ale jak mamy oddać coś, co przecież należy do Niego, bo Bóg to stworzył. Nie mamy więc tak naprawdę niczego, co należy do nas a nie zostało nam dane od Boga. Nawet nasze prawa własnościowe i księgi wieczyste są niczym, bo przecież wszystko jest od Boga. Co więc człowiek, co ja mogę dać swojemu Bogu?
Mogę Mu oddać swoje życie, które od Niego otrzymałem, a które na skutek grzechu pierworodnego zostało Bogu "zabrane" przez świat. Jak to zrobić? Pomódl się do Ducha Świętego i w Jego mocy oddaj swoje życie Jezusowi. Proś, żeby zabrał wszystko, co należy do Niego. I pozwól, żeby to On o twoim życiu decydował. Jezus zrobi najlepszy użytek z twojego życia.
Dzisiejszy fragment ewangelii pochodzi z Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 22, 1-14). To fragment mówiący nam o przygotowanej uczcie i zaproszonych weselnikach, którzy nie skorzystali z zaproszenia. Oczywiście znacznie wcześniej dostali zaproszenie. Teraz, gdy wszystko jest już gotowe, król posyła swoje sługi mówiąc: "Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę".
Musiało być sporo jedzenia i picia, bo uczty weselne za czasów Jezusa trwały nawet siedem dni. Zaproszeni musieli się więc nastawić na długie świętowanie. Dlatego pewnie odmawiają królowi i nie przychodzą na wesele. Zlekceważyli zaproszenie, ale przede wszystkim zapraszającego. Jezus specjalnie przedstawia swoim słuchaczom przypowieść o uczcie weselnej wyprawionej przez króla, by uzmysłowić im rangę zaproszenia. Trudno jest odmówić królowi.
W przypowieści pod figurą króla ukryty jest Bóg Ojciec, który swojemu synowi, Jezusowi wyprawia ucztę. I zaprasza na tę ucztę wszystkich ludzi, bo pragnie zbawienia wszystkich. Jako zaproszony na ucztę mogę przyjąć zaproszenie, ale mogę je również odrzucić. Trudno jednak odmówić Królowi.
"Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie."Czuję się zaproszony na spotkanie z Bogiem, ale czy jestem godny? Gdy zaproszeni nie przyszli, król wysłał kolejnych posłańców i sala zapełniła się ludźmi. Zaczęło się wesele
Kiedy pojawił się król spostrzegł gościa nie ubranego w strój weselny. Kazał go związać i wyrzucić w ciemności. Kim jest ten nie ubrany odpowiednio gość weselny? Jest nim każdy przeciwnik Jezusa, który jest przy Nim, nawet Go słucha, ale usłyszanych słów nie wprowadza w czyn. Co więcej, jest przeciwnikiem Jezusa. Bóg daje szansę każdemu, ale trzeba pójść za Nim na całość. Nie można służyć Bogu i jednocześnie być Jego przeciwnikiem.
Winnica. Dobrze znamy już ten obraz z ewangelii. Jezus porównuje Kościół do winnicy. W dzisiejszej Dobrej Nowinie czytamy o gospodarzu, który wybudował i wyposażył winnicę, a następnie oddał ją w dzierżawę rolnikom. Gdy przyszedł czas zbiorów, gospodarz wysłał swoje sługi, aby odebrali należną zapłatę. "Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego kamieniami obrzucili." Gospodarz nie poddał się, wysłał jeszcze więcej swoich sług, lecz i z nimi podobnie uczynili. W końcu więc wysyła do rolników swojego syna twierdząc, że jego posłuchają. Ale dla rolników syn jest wyłącznie dziedzicem. Wyrzucają go więc i zabijają.
Jezus kończąc swoją przypowieść, słuchaczom zadaje pytanie: "Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?" I dostaje odpowiedź, w której mówią, że winnicę właściciel odda w dzierżawę innym, uczciwym rolnikom, takim, którzy będą oddawali należny plon. Słuchacze spojrzeli na przypowieść tylko zewnętrznie. Ale w słowach Jezusa trzeba szukać czegoś więcej.
Winnica w Piśmie Świętym obrazuje nam relację Boga z Narodem Wybranym. My, chrześcijanie, jesteśmy nową winnicą - Kościołem Chrystusa. Rolnicy, to my wszyscy - kolejne pokolenia dzierżawców Winnicy Pana. Sługi gospodarza, jego wysłannicy, to papież i biskupi ze swoimi współpracownikami - księżmi, diakonami, katechistami... Będąc częścią Kościoła przyjmujemy lub odrzucamy plany gospodarza - Boga. Niektórzy mówią: "Bóg tak! Kościół nie!". Ale przecież Bóg realizuje swój plan względem nas przez swój Kościół. Nie ma realizacji Bożej woli bez drogi Kościoła.
Jakim rolnikiem jestem? Czy jestem posłuszny w kwestiach wiary? Dziś wielu ludzi i młodszych, i starszych przeciwstawia się chrześcijańskiemu stylowi życia. Nie dają rady, nie chcą żyć jak chrześcijanie. Dziś świat proponuje nam mnóstwo alternatyw, również w kwestii religii. Co trochę słychać o nowej grupie (pseudo)religijnej, w której dopuszczone jest to czy tamto. A chrześcijanie wciąż niepostępowi, zacofani. A ci, którzy uznają wartości i wymagania, jakie stawia Kościół, to katole, mohery...
Już lepiej być katolem i moherem i osiągnąć zbawienie. Możemy więc przyjąć lub odrzucić to, co proponuje nam Kościół. Możemy też przyjąć lub odrzucić Jezusa Chrystusa, który ejst dziedzicem Gospodarza. Musi się tak stać, żeby wypełniły się słowa Pisma Świętego: "Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach"
Głowica węgła, to umocnienie narożnika budynku, które chroni go przed zewnętrznymi siłami. Chrystus odrzucony przez ludzi, stał się głowicą węgła w Kościele i chroni Kościół oraz tych, którzy są w Kościele przed zewnętrznymi siłami - przed złem.
Życzę tobie, byś był dobrym dzierżawcą w Winnicy Pana Jezusa, byś przynosił dobre, szlachetne owoce i by Chrystus, którego inni odrzucili, dla ciebie stał się mocną ochroną. Dobrego tygodnia!
Nie jestem zagorzałym fanem piłki nożnej, nie znam szczegółowo zasad gry. Ale wiem, że żółta karta to ostrzeżenie, upomnienie! A potem przychodzi czas na czerwoną, co już nie jest upomnieniem, a wydaleniem z gry! W codziennym życiu dajemy mnóstwo żółtych i czerwonych kartek, ale czy o to chodzi?
Dzisiejszy fragment pochodzi z Ewangelii według św. Mateusza (Mt 18, 15-20). Jezus porusza kwestie braterskiego upomnienia. Co się dzieje w naszych sercach, gdy nasz brat, brat w wierze popełnia jakieś zło wobec nas? Zdaje się, że zazwyczaj w sercu rodzi się gniew i wyrzut: "Jak on mógł mi to zrobić?". A Jezus mówi: "idź i upomnij go w cztery oczy". Wiemy dobrze, że nie łatwo nam kogokolwiek upominać. Ale jest nam to niezwykle potrzebne, bo jak mówi Jezus, jeśli upomniany nas usłucha, to się go pozyska dla siebie. Potrzebne jest tu jednak wzajemne zaufanie i przede wszystkim zejście z własnego tronu. Upominający musi zejść z tronu, aby nie wywyższać się i swym upomnieniem nie zranić swego brata. A upomniany musi zejść z tronu i zrozumieć swój błąd, swoje złe postępowanie, zachowanie.
A co, jeśli brat nie posłucha mnie i mojego upomnienia? Jezus mówi, by wziąć ze sobą jeszcze jednego lub dwóch i pójść do "złego" brata grupą. Czasem trzeba, by kilka osób tej jednej mówiło to samo. I czasem ktoś posłucha tej grupy i opamięta się. I powróci z niewłaściwej drogi.
A jeśli i tym razem mój brat nie posłucha i dalej będzie czynił zło? Wtedy już pozostaje donieść Kościołowi, a więc wspólnocie i jej przełożonym. Jeśli taki człowiek nie posłucha nawet Kościoła, to - Jezus mówi - "niech ci będzie jak poganin, jak celnik". Żydzi wyłączali takich spośród siebie, nie chcieli z nimi mieć nic wspólnego.
Dziś tego brakuje! Mówimy sobie już po pierwszej nieudanej próbie zwrócenia uwagi, że z czasem się ktoś zmieni. I sami się tak mamimy, że ktoś się zmieni. Oj, jak często się tak oszukujemy. Trzeba więc modlić się o odwagę do upominania, ale również o to, żebyśmy potrafili przyjmować upomnienia innych. Gdy pozyskamy swojego brata i wspólnie wołać będziemy do Boga, to On da nam to, o co wspólnie i zgodnie będziemy prosić. I ostatnia dzisiejsza myśl zawarta w perykopie. "Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich" - im częściej gromadzimy się w imię Jezusa, tam dosłownie jest On sam. Przychodzi, by budować naszą jedność, naszą wspólnotę. Sami zbyt wiele nie zdziałamy, tylko, gdy jesteśmy razem, możemy mieć wszystko!
Panie Jezu, daj nam nowe siły do budowania jedności i prawdziwej wspólnoty, gdzie będziemy wzajemnie za siebie odpowiedzialni. Daj nam więcej miłości, byśmy nie chcieli wyrzucać kogoś, kto nam zawadza, przeszkadza. Ale daj nam miłość wobec nich, byśmy w tej miłości potrafili przebaczać!
W perykopie biblijnej na XXII Niedzielę Zwykłą czytamy, że Jezus zapowiada swoją mękę, ale również swoje zmartwychwstanie. Konieczność takiej, a nie innej historii zbawienia, nie podoba się jednak Piotrowi, który upomina Jezusa. Piotr chciał Jezusa zwycięskiego, a widzi Go w tej rozmowie jako upadającego.
"Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie". Bo jak to? Tak po prostu wielki Pan, Mistrz, Nauczyciel ma cierpieć i zginąć? A co ze wszystkimi cudami i znakami dokonanymi dotychczas? Co teraz z nami będzie? Przecież tak fajnie nam było. Byliśmy zapraszani na uczty, byliśmy podziwiani, mieliśmy wyrobioną markę i renomę. A tu tak po prostu mówisz Jezu, że musisz umrzeć? Chcesz nas zostawić właśnie teraz? Przecież nie poradzimy sobie bez Ciebie - zbyt mało w nas pewności siebie. I co to znaczy, że trzeciego dnia zmartwychwstaniesz? Jak to?
"Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie". Piotrze, czy ty się nie pomyliłeś? Czyż za mało do was mówiłem, że tak musi się stać? Zejdź mi z oczu, idź za Mną, znaj swoje miejsce. Ja Jestem Pan i nie ma innego! Zaufaj a żyć będziesz! Piotrze, przecież tak długo jesteś przy Mnie, a teraz Mnie upominasz? Nie zatrzymuj Mnie, bo pragnę swoje życie oddać za ciebie i każdego człowieka. Piotrze, ty idź za Mną! To ja Jestem twoim Panem, Mistrzem i Nauczycielem. Jeśli chcesz pójść za Mną, posłuchaj Mnie do końca.
Pierwszy rzut oka na słowa Jezusa snuje nam domysł, że On tylko gani Piotra. Ale kiedy czytamy kolejne wersety ukazuje się sens dzisiejszego fragmentu. W przekładzie greckim czy łacińskim Pisma Świętego doszukujemy się innego tłumaczenia odpowiedzi Jezusa skierowanej do Piotra. Piotr musiał usłyszeć "idź za Mnie, idź za Mną", co nabiera sensu z kolejnymi wersetami.
"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje."
Jezus stawia więc warunki, jakie trzeba spełnić, by być Jego uczniem. Są to tylko (a może aż) trzy warunki. Pierwszy: zaprzeć się samego siebie! To nic innego jak wciąż rezygnować z siebie, ze swoich pomysłów, ze swoich "upomnień" Boga. Drugi: brać swój krzyż. Trudno zgodzić się na cierpienie, na trudności. Ale cierpliwe znoszenie cierpień owocuje. Sumienne wykonywanie swoich codziennych obowiązków skutkuje błogosławieństwem. I trzeci warunek: naśladowanie Pana! To ciągłe chodzenie w obecności Boga, ciągłe realizowanie miłości bliźniego, niejednokrotnie niełatwej. Dopiero, gdy spełnimy te trzy warunki, możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy uczniami Jezusa. Tymi, którzy chcą tracić siebie i swoje życie, by odnieść duchowy sukces. "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania".
Panie Jezu, gdy przyjdziesz w chwale, wezwij mnie, z moimi czynami. Patrz, proszę Cię, tylko na to, co było realizacją miłości. Niech moje dobre czyny wychodzą Tobie na spotkanie.
Każdy człowiek chce być szczęśliwy.
Pełnie szczęścia człowiek wierzący odnajduje w Bogu, jednak dziś wielu
poszukuje źródła szczęścia w płytkich, łatwych przyjemnościach. Oto mamy ciągłą
walkę o zaspokojenie własnych potrzeb, dbanie tylko o siebie. I oto mamy dziś
nieuporządkowane relacje pozamałżeńskie, zdrady i poszukiwania szybkiej
miłości. Oto więc mamy bieg za szczęściem – złudnym szczęściem. Dlatego dziś
tak bardzo wszyscy potrzebujemy powrotu do źródła prawdziwego szczęścia – do
Jezusa Chrystusa.
Dziś miałem wygłosić homilię podczas Mszy świętej an cmentarzu... Oczywiście, jak to bywa najczęściej we Wszystkich Świętych - padał deszcz. Mszy nie było. Publikuję więc treść homilii. Kilka słów zamyślenia nad życiem i śmiercią, a przede wszystkim nad świętością, która jest dla każdego człowieka. Na początek dzisiejsza ewangelia - błogosławieństwa w wersji muzycznej. Na końcu znajdziecie piosenkę zespołu 2Tm2,3, która nawiązuje do pierwszego czytania wyjętego z Apokalipsy według świętego Jana.
Około roku 320 święta Helena, matka cesarza Konstantyna, kazała odszukać krzyż, na którym umarł Chrystus. Wedle starożytnych przekazów, krzyż został odnaleziony w 326 roku. Wybudowano dwie bazyliki i w roku 335 w jednej z nich uroczyście umieszczono relikwie Krzyża Świętego. Od tego czasu obchodzone jest święto Podwyższenia Krzyża Świętgo.
Pątnicy, którzy w dniu 14 września nawiedzali bazylikę, brali udział w tak zwanym hypsosis, czyli podwyższeniu Drzewa Krzyża, polegającym na podnoszeniu relikwii Krzyża w czterech miejscach świątyni dla adoracji. Był to radosny obrzęd, bo dla wierzących krzyż przypominał, że Chrystus oddał swoje życie za zbawienie świata. Czyż nie jest to radość dla chrześcijan, dla nas?
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
W Krzyżu chrześcijanie zawsze dostrzegali ołtarz, na którym Chrystus złożył sam siebie w ofierze za życie każdego z nas. Bóg przyszedł na świat, stał się człowiekiem, jednym z nas, podobnym we wszystkim, oprócz grzechu. Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej. Jezus wiedział, co Go spotka, sam wiele razy mówił, że Syn Człowieczy musi być odrzucony, wyszydzony, umęczony i wydany na śmierć.
Jezus przyjął śmierć krzyżową, która dla Rzymian i Żydów była śmiercią najbardziej hańbiącą. Była to kara za najgorsze przestępstwa. Przypomnijmy, że Jezus został oskarżony o nazywanie siebie królem. „Moje królestwo jest nie z tego świata” – powie. My to wiemy! Jako ludzie XXI wieku znamy dobrze historię Jezusa. Czasem na tej znajomości historii kończy się nasz związek z Bogiem. Nie zgłębiamy naszej relacji.
A przecież krzyż jest znakiem, który łączy pokolenia, który widzialne przypomina nam, że Bóg ukochał świat, że dał swego Syna przybić do krzyża, także za nas.
Dziś są różne krzyże!
Duże i małe, z drewna, metalu czy innych materiałów. Są krzyże zdobione kamieniami, złocone, inne są rzeźbione. Różne są krzyże!
Są krzyże poniewierane, przewracane, łamane i opluwane. Krzyż staje jako obiekt sporu, nienawiści i sprzeciwu, staje się odrazą dla tych, którzy na niego patrzą. Różne są krzyże!
Są krzyże, za które ludzie oddają życie, bo nie pozwalają sprofanować znaku swojej wiary, swojej miłości. Krzyż jest wyrazem naszego bezpieczeństwa, o czym przypomniał na Jasnej Górze w 2010 roku, podczas dożynek ogólnopolskich, ks. abp Andrzej Dzięga. „Dopóki na polskich polach i przy polskich drogach krzyże są bezpieczne, dopóki każdy, kto szczerym sercem krzyż stawia albo się przy krzyżu zatrzymuje i może się bezpiecznie modlić - Polska jest bezpieczna”. Są różne krzyże!
Są krzyże, o których w wierszu ks. Twardowski powiedział, że przychodzą z niewidzialnej strony. To krzyże naszej codzienności, krzyże bólu i cierpienia, krzyże bezrobocia, trudnych relacji małżeńskich i rodzinnych.
Czym jest krzyż dla nas, ten materialny krzyż!? Ozdobą? Tradycją? Znakiem miłości Boga? „[…] potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. Krzyż jest wyrazem miłości, miłości, która ogrania każdego człowieka, także tego, któremu krzyż jest obcy, któremu krzyż przeszkadza i któremu przeszkadzają ludzie gromadzący się wokół znaku zbawienia.
Modląc się przed krzyżem, przenosimy się na Golgotę i stajemy pod krzyżem Chrystusa, jak Maryja, jak Jan. Matka Boża pomaga nam w tym, jako pośredniczka do Chrystusa, bo kto lepiej zrozumie swoje dzieci, jeśli nie Matka.
Na koniec chcę przywołać refren jednej z piosenek Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej, która pięknie to obrazuje.
Maryjo weź mnie za rękę
Podprowadź pod Twego Syna,
Przyciśnij mnie do drewna,
Niech spłynie Krew i mnie oczyści.
Każdy może podejść pod Jezusowy krzyż, każdy, jeśli chce!
"Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Maryja wskazuje nam na Jezusa, którego mamy słuchać i wypełniać wszystko, cokolwiek nam powie. Bogu mogę zaufać i wiem, że moja noga się nie potknie, bo On - sam Bóg będzie mnie prowadzić.
Jezus mówił "proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam"... Czemu więc miałbym nie prosić, nie szukać i nie kołatać, skoro zachęca mnie do tego sam Bóg. Jeśli trudno mi wołać do Boga, uciekam się do Matki. Przecież to też moja Mama, która chwyci mnie i poprowadzi do Jezusa i tak po prostu jak Matka powie swojemu Synowi, żeby mnie wysłuchał. A Bóg nie da mi byle czego. On zawsze daje to, co najcenniejsze, co najlepsze.
To tylko ja daję Bogu ochłapy mego czasu na modlitwę i spotkanie z Nim. To ja dzieląc się z bliźnimi, staram się być "hojnym", by nie stracić za wiele. A Bóg? On daje to, co najlepsze. To tak, jak na weselu w Kanie. Prośba o wino sprawiła, że wino było najlepsze, takie, jakie młodzi stawiali na początku wesela, gdy jeszcze goście byli trzeźwi. Bóg taki nie jest! On mi daje od razu wszystko najlepsze.
Czy umiem to przyjąć? Ba... Czy w ogóle chcę przyjąć to, co Bóg mi daje? Czasem trudno, bo On chce coś w zamian... Chce mojej miłości, a ja przecież nie umiem dostatecznie kochać.
Panie Jezus, proszę Cię, przez wstawiennictwo Twojej i mojej Matki, naucz mnie więcej kochać!
Jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.
Jestem wciąż głodny Boga. Wciąż pragnę Go przyjmować w Komunii Świętej. Jezus jest tak pokorny i tak bardzo mnie kocha, że każdego dnia na moje słowa przychodzi na ołtarz. Zwykły chleb przestaje być zwykłym, a zwykłe wino przestaje być zwykłym winem. Stają się prawdziwym Ciałem i Krwią Jezusa...
Trudno rozpoznać w Chlebie i Winie przychodzącego Pana, jeśli patrzy się tylko oczami ciała. Tu potrzeba wiary, tu potrzeba patrzenia sercem. Czy jestem głodny Boga? Czy mam pragnienie Jezusa? Ale na pragnieniu się nie kończy. Tak jak głodny nie zaspokoi swego głodu patrząc w menu, tak wierzący nie zaspokoi pragnienia Boga poznając Go teoretycznie...
Muszę prosić Jezusa o spotkanie z Nim, o fizyczne z Nim złączenie. Bóg jest tak pokorny, że daje się człowiekowi, który może z Nim zrobić po prostu wszystko.
Pytasz się czy pielgrzymka jest dla Ciebie? Może boisz się czy podołasz, czy dasz radę dojść? Może nie wiesz, jak to wszystko wygląda? Zaryzykuj! Bądź Bożym szaleńcem, który podejmie wyzwanie. Nie obiecuję Ci, że będzie łatwo. Nie obiecuję Ci, że będziesz wygodnie sypiał! Nie obiecuję Ci posiłków w kilkugwiazdkowej restauracji! Wręcz przeciwnie, zapewniam Cię o trudach wędrówki, o noclegach wśród chrapiących, o posiłkach składających się z konserw, dżemów, pieczywa i tego, co dostaniemy od ludzi dobrej woli.
Ale obiecuję Ci niesamowite przeżycia – otwórz tylko swoje serce na Pana Boga, wyciągnij do Niego rękę, a On ją chwyci i pójdziecie razem! Wspólnie z Nim dojdziemy do tronu Mamy Pana Jezusa, do Maryi. Zobacz jak to cudownie! Ojciec Bóg będzie nas prowadził do Niebieskiej Mamy. W drodze będzie nam nieustannie towarzyszyć Ich Syn, a nasz Pan i Brat, Jezus Chrystus, bo gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Jego imię, tam On jest pośród nich (por. Mt 18, 20). Damy więc wspólnie radę, nawet jeśli będzie po ludzku ciężko.
Zapewniam Cię, że jeśli otworzysz się na działanie Pana Boga, On zacznie działać cuda. Będzie przemieniał Twoje życie. A może twierdzić, że jesteś słabej wiary. Wyrusz więc z nami, aby doświadczyć Boga, Jego obecności pośród nas. Wspólnie będziemy Go odkrywać. Stań się Abrahamem, który uwierzył Bogu i opuścił swoje ciepłe gniazdko Ur chaldejskie i wyruszył na spotkanie z Nim. Uwierz i chodź z nami! A jeśli nie wierzysz, to chodź z nami, aby uwierzyć!
Zapraszam Cię! Wyrusz z nami na pielgrzymkowy szlak, a poznasz nowych ludzi, którzy mają ten sam cel - SPOTKAĆ tego samego BOGA i doświadczyć tej samej MIŁOŚCI. A wszystko po to, aby umocnić swoją WIARĘ i wzmocnić NADZIEJĘ na lepsze jutro!
Zrób coś dla siebie!!! Zapisz się na pielgrzymkę z grupą akademicką. Czekamy na Ciebie w Sali Papieskiej na plebanii katedralnej przy ul. Obotryckiej 10 w Gorzowie Wielkopolskim od godz. 19.00 do 20.00. Więcej o nas na stronie www.akademicka.like.pl.
Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości, napisz do mnie xmdrozd (at) gmail.com
"Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła"
Jair idzie wprost do Jezusa, aby Jego samego prosić o wsparcie i pomoc w trudnej dla siebie chwili. A dziś? Współczesny Jair działa przeciwnie - nie idzie do Jezusa po pomoc, bardzo często nie idzie nawet do wykształconych lekarzy, lecz szuka pomocy u magów XXI wieku. Idzie więc człowiek do wróżki, aby dowiedzieć się ile życia jeszcze pozostało... idzie do bioenergoterapeuty, bo bioprądy ponoć leczą... idzie do uzdrawiaczy i zaklinaczy, aby tam szukać pomocy... sięga po homeopatię, bo to naturalne i nieszkodliwe... wykonuje magiczne rytuały, bo niby to działa... sięga po przedmioty, dziwne specyfiki i tak dalej, i tak dalej... Na końcu, gdy się przekona, że nic z tego nie skutkuje, idzie do Boga, w myśl zasady "gdy trwoga, to do Boga".
A przecież dla człowieka wierzącego pierwszym punktem zatrzymania powinien być Bóg, Jezus Chrystus, który dał sakramenty, aby umacniały i uświęcały, aby prowadziły do zbawienia. Jair wybrał dobrą drogę - zgłosił się najpierw do Boga samego. A ja? Do kogo idę z moimi problemami?
Pan umocnił Jaira, umacnia i mnie: "Nie bój się, tylko wierz". Czy wierzę Tobie, Panie dostatecznie, aby doświadczyć cudu w moim życiu?
"Ja wiem, w Kogo ja wierzę, stałością duszy mej...
Ja wiem, w Kim mam nadzieję, gdy słabnie ducha moc".
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna". (J 15, 9-11)
Obdarowany miłością człowiek, będzie ją przekazywał dalej. Szczególnie miłość Bożą chce rozdawać każdy, kto prawdziwie jej doświadcza. Trwać w miłości Bożej, to realizować plan, jaki Bóg ma dla mnie przygotowany. Samotność? Małżeństwo? Kapłaństwo? Życie zakonne? Którąkolwiek drogą kroczę, jestem wezwany do zachowania przykazań. Tylko wtedy trwam w miłości Boga... O jakie przykazania chodzi? O wszystkie, jakie dał Bóg - o Dekalog, o przykazanie miłości Boga i drugiego człowieka...
Szczególnie chodzi o te dwa ostatnie: kochać Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił, całym swoim jestestwem oraz kochać bliźniego jak siebie samego. Najpiękniej wypełnił te przykazania Jezus, a szczytem jest Golgota - miejsce Jego śmierci. Jezus umierając na krzyżu realizuje miłość, jakiej doświadczył od Ojca i przekazuje ją dalej, każdemu człowiekowi, nawet temu - po ludzku - najgorszemu.
On tracąc życie, daje Życie. On umierając za prawdę, staje się Prawdą. On kończąc drogę ziemskiego życia, staje się Drogą do życia wiecznego.
To dlatego chrześcijanin, stając wobec świata, może się radować, bo w Jezusie jest jego nadzieja. To dziwne, że chrześcijanin raduje się z krzyża, który dla świata jest zgorszeniem, znakiem najgorszej śmierci, najbardziej hańbiącej. To dziwne, że krzyż staje się znakiem wiary, że wskazuje Drogę, Prawdę i Życie. Chrześcijanin może radować się w Panu, bo przyjmuję tę miłość, jaką Bóg go obdarza.
Panie, daj mi tę łaskę, abym zawsze był radosnym Twoim wyznawcą, abym zawsze doświadczając Twojej miłości, przekazywał ją dalej.
Jestem latoroślą w winnicy Pana... Czy przynoszę w ogóle jakiś owoc? Może tylko wyciągam życiodajne soki? Panie, przecież wiem... tak dobrze to wiem, że nie potrzebujesz takich, co to tylko na siebie spoglądają... Daj mi tę łaskę, Panie, abym owoc coraz obfitszy przynosił...
Powiedziałeś Panie: "Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was". Niech Twoje słowo, Panie, oczyszcza mnie z egoizmu, walki o swoje, niech uczy mnie pokory, rezygnacji ze swojego. Daj mi tę łaskę, mój Jezu, abym umiał trwać w Tobie jako w winnym krzewie. W krzewie winnym każda latorośl czerpie odpowiednią ilość soków. Czemu więc czasem chcę zagarnąć dla siebie więcej? Ucz mnie, Panie cierpliwości, abym umiał czekać na wydanie owocu i abym czekając, nie zniechęcał się do dalszej pracy.
Powiedziałeś Panie: "[...] poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni". Panie, gdybym wierzył, gdybym trwał w Tobie i przyjmował Twoje słowa i według nich postępował, mógłbym prosić o cokolwiek Ciebie, a to by się spełniło... Jezu, wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!
Kim jest dobry pasterz? Chyba każdy to wie. Pasterz troszczy się o owce, zna je; wie, czego potrzebują do życia; wie, gdzie będzie dla nich odpowiedni pastwisko; dba, by miały pod dostatkiem wody; leczy, gdy jakaś się skaleczy; chroni, gdy zbliża się wilk; szuka, gdy jakaś zaginie.
Taki jest właśnie prawdziwy pasterz. A owce? Owce słuchają głosu pasterza, znają ten głos i za tym głosem podążają. Idą za głosem swego pasterza, bo ufają, że on chce dla nich jak najlepiej; swoim owczym rozumem przyjmują pasterza na przewodnika.
Ale jest też Jezus, który nazywa się dobrym pasterzem...
Jezus powiedział: "Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz.
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca".
(J 10, 11-18)
Panie, Ty znasz nas wszystkich. nie tylko raz oddałeś życie za nas, ale podczas każdej Mszy świętej, bez przelewania krwi oddajesz je na nowo. Nie jesteś jak najemnik - Tobie na nas zależy. I nic nie tracisz "tracąc" życie... Przecież zmartwychwstajesz, więc odzyskujesz pełnię życia. Już dziś mamy dostęp do Twojego życia, bo kto karmi się Twoim Ciałem nie zginie, ale będzie wiecznie żył...
Oto wielka tajemnica wiary: głosić Twoją mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, aby samemu dostąpić ŻYCIA z Tobą...
Pasterz,
jakim jest Jezus, daje nam wolność. Nie przymusza nas, abyśmy za Nim podążali,
dopuszcza tę możliwość, aby owca zaginęła, aby zboczyła z wyznaczonej drogi.
Jednak gdy już zaginie, robi wszystko, aby ją odnaleźć i znów włączyć do stada...
Jezu, Dobry Pasterzu - nie dozwól mi odpaść od Ciebie...