Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

Sakrament Miłosierdzia



W ostatnim czasie Franciszek zapowiedział 24 godziny dla Pana - czas adoracji i spowiedzi świętej. Sam - zanim zaczął spowiadać - przystąpił do sakramentu pokuty i pojednania. Co w tym dziwnego, że papież się spowiada!? Przecież to taki sam grzesznik jak ja i ty! Każdy potrzebuje pojednania z Bogiem i Kościołem. Bez wyjątku! To tylko dla nas nauka, że spowiedź jest ważna.

Byłem w minioną niedzielę w Częstochowie z maturzystami. Nasz biskup w czasie Mszy św. mówił, że nikt nie powinien wyjechać z Jasnej Góry bez skorzystania ze spowiedzi... No więc posłuchałem się swojego biskupa... I przystąpiłem do spowiedzi, do sakramentu miłosierdzia.

Spowiedź to nasze duchowe spa, nasz duchowy prysznic. Bo przecież jak pobrudzimy sobie ręce, buzię, to trzeba się umyć, wykąpać, żeby być czystym. Jak pobrudzimy swoje ciuchy, to trzeba je wyprać. A co mamy zrobić, kiedy zasyfimy naszą duszę? I to jeszcze tak bardzo, że żaden odplamiacz nie dałby rady. I żadna pralka najnowszej generacji nie dałaby rady nas wyprać. Co wtedy? Pozostaje nam tylko kąpiel w Bożym Miłosierdziu, w tym ogromnym zdroju Miłości. która wybiela wszystko. Wymyć się w Bożej łasce. wykąpać się w czystej Miłości, w Bogu, który mówi subtelnie: "I TAK CIĘ KOCHAM!".

Grzech zawsze zakrywa nasze serce, wtedy nie jesteśmy w stanie wyczuć pulsu naszego życia, nie jesteśmy w stanie usłyszeć pukania, bicia naszego serca... I nie mówię tu wcale o sercu tym fizycznym, o organie. Mówię o naszej duszy, o sumieniu, o wnętrzu, o sercu, które wybija rytm naszego duchowego życia. Musimy, muszę regularnie zrywać z serca grzechy, aby odkrywać serce, które chce bić pełnią życia.

A ty czego chcesz, drogi gościu, czytelniku? Chcesz przeżyć niesamowitą przygodę z Jezusem? To zawalcz o swoje życie duchowe. WYSPOWIADAJ SIĘ!!! Kapłan jest tylko uchem i ustami Jezusa. Słucha i mówi kierowany przez Niego. Zaufaj więc Bogu i daj się uzdrowić, pozwól dotknąć się promieniom miłości, jakie wychodzą z Bożego Serca. Te promienie niczym woda z prysznica mają cię obmyć. Zaufaj Jezusowi, zaufaj a nie stracisz. Bo z Bogiem nikt nic nie traci... Z Nim można jedynie zyskać. A walka toczy się o twoje i moje życie wieczne. Zawalcz więc i wygraj życie!!!

piątek, 14 września 2012

Hańbiący Znak Zbawienia

Około roku 320 święta Helena, matka cesarza Konstantyna, kazała odszukać krzyż, na którym umarł Chrystus. Wedle starożytnych przekazów, krzyż został odnaleziony w 326 roku. Wybudowano dwie bazyliki i w roku 335 w jednej z nich uroczyście umieszczono relikwie Krzyża Świętego. Od tego czasu obchodzone jest święto Podwyższenia Krzyża Świętgo. 

Pątnicy, którzy w dniu 14 września nawiedzali bazylikę, brali udział w tak zwanym hypsosis, czyli podwyższeniu Drzewa Krzyża, polegającym na podnoszeniu relikwii Krzyża w czterech miejscach świątyni dla adoracji. Był to radosny obrzęd, bo dla wierzących krzyż przypominał, że Chrystus oddał swoje życie za zbawienie świata. Czyż nie jest to radość dla chrześcijan, dla nas? 

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. 

W Krzyżu chrześcijanie zawsze dostrzegali ołtarz, na którym Chrystus złożył sam siebie w ofierze za życie każdego z nas. Bóg przyszedł na świat, stał się człowiekiem, jednym z nas, podobnym we wszystkim, oprócz grzechu. Chrystus stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej. Jezus wiedział, co Go spotka, sam wiele razy mówił, że Syn Człowieczy musi być odrzucony, wyszydzony, umęczony i wydany na śmierć. 

Jezus przyjął śmierć krzyżową, która dla Rzymian i Żydów była śmiercią najbardziej hańbiącą. Była to kara za najgorsze przestępstwa. Przypomnijmy, że Jezus został oskarżony o nazywanie siebie królem. „Moje królestwo jest nie z tego świata” – powie. My to wiemy! Jako ludzie XXI wieku znamy dobrze historię Jezusa. Czasem na tej znajomości historii kończy się nasz związek z Bogiem. Nie zgłębiamy naszej relacji. 

A przecież krzyż jest znakiem, który łączy pokolenia, który widzialne przypomina nam, że Bóg ukochał świat, że dał swego Syna przybić do krzyża, także za nas. 

Dziś są różne krzyże!

Duże i małe, z drewna, metalu czy innych materiałów. Są krzyże zdobione kamieniami, złocone, inne są rzeźbione. Różne są krzyże! 

Są krzyże poniewierane, przewracane, łamane i opluwane. Krzyż staje jako obiekt sporu, nienawiści i sprzeciwu, staje się odrazą dla tych, którzy na niego patrzą. Różne są krzyże! 

Są krzyże, za które ludzie oddają życie, bo nie pozwalają sprofanować znaku swojej wiary, swojej miłości. Krzyż jest wyrazem naszego bezpieczeństwa, o czym przypomniał na Jasnej Górze w 2010 roku, podczas dożynek ogólnopolskich, ks. abp Andrzej Dzięga. „Dopóki na polskich polach i przy polskich drogach krzyże są bezpieczne, dopóki każdy, kto szczerym sercem krzyż stawia albo się przy krzyżu zatrzymuje i może się bezpiecznie modlić - Polska jest bezpieczna”. Są różne krzyże! 

Są krzyże, o których w wierszu ks. Twardowski powiedział, że przychodzą z niewidzialnej strony. To krzyże naszej codzienności, krzyże bólu i cierpienia, krzyże bezrobocia, trudnych relacji małżeńskich i rodzinnych. 

Czym jest krzyż dla nas, ten materialny krzyż!? Ozdobą? Tradycją? Znakiem miłości Boga? „[…] potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. Krzyż jest wyrazem miłości, miłości, która ogrania każdego człowieka, także tego, któremu krzyż jest obcy, któremu krzyż przeszkadza i któremu przeszkadzają ludzie gromadzący się wokół znaku zbawienia. 

Modląc się przed krzyżem, przenosimy się na Golgotę i stajemy pod krzyżem Chrystusa, jak Maryja, jak Jan. Matka Boża pomaga nam w tym, jako pośredniczka do Chrystusa, bo kto lepiej zrozumie swoje dzieci, jeśli nie Matka. 

Na koniec chcę przywołać refren jednej z piosenek Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej, która pięknie to obrazuje. 

Maryjo weź mnie za rękę 

Podprowadź pod Twego Syna, 

Przyciśnij mnie do drewna, 

Niech spłynie Krew i mnie oczyści. 

Każdy może podejść pod Jezusowy krzyż, każdy, jeśli chce! 

poniedziałek, 10 września 2012

Bogaty śmierdziel

Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi, w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: "Usiądź na zaszczytnym miejscu", do ubogiego zaś powiecie: "Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego", to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?
Jk 2, 1-5
Patrzysz na człowieka stereotypowo i egoistycznie? Pewnie tak! Bo każdy - takie mam wrażenie - chociaż raz spojrzał tak na drugiego... Ja też... Jak myślisz? Staje przed tobą człowiek ubrany w najlepsze markowe ciuchy, obwieszony złotą biżuterią, noszący złotego rolexa... Da ci coś? Co możesz od niego zyskać? A co z człowiekiem, który podejdzie do ciebie w łachmanach, brudny i po prostu śmierdzący... Odtrącisz go i czym prędzej się oddalisz, bo nie wiadomo, jakie dziadostwo nosi na sobie... Może czymś zaraża?
A przecież Bóg wybrał to, co głupie w oczach świata, wybrał to, co słabe, wybrał to, co śmierdzące, by zawstydzić to, co bogate i szlachetnie urodzone...
Bóg nie robi różnicy i nie wybiera sobie kogo będzie bardziej kochał. On kocha mnie takiego, jakim jestem i jest szczęśliwy zawsze, kiedy ja okazuję choćby najmniejszy przejaw mojej miłości. Wiem, że Bóg będzie mnie sądził z miłości i jej braku. On nie patrzy na pojemność portfela i metki przyszyte przy ubraniu, lecz tylko na serce.

Błogosławiony bogaty w łaski u Pana śmierdziel, który pokorną miłością wydeptuje sobie drogę do Raju.

sobota, 25 sierpnia 2012

Cokolwiek wam powie...


"Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Maryja wskazuje nam na Jezusa, którego mamy słuchać i wypełniać wszystko, cokolwiek nam powie. Bogu mogę zaufać i wiem, że moja noga się nie potknie, bo On - sam Bóg będzie mnie prowadzić.
Jezus mówił "proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam"... Czemu więc miałbym nie prosić, nie szukać i nie kołatać, skoro zachęca mnie do tego sam Bóg. Jeśli trudno mi wołać do Boga, uciekam się do Matki. Przecież to też moja Mama, która chwyci mnie i poprowadzi do Jezusa i tak po prostu jak Matka powie swojemu Synowi, żeby mnie wysłuchał. A Bóg nie da mi byle czego. On zawsze daje to, co najcenniejsze, co najlepsze.
To tylko ja daję Bogu ochłapy mego czasu na modlitwę i spotkanie z Nim. To ja dzieląc się z bliźnimi, staram się być "hojnym", by nie stracić za wiele. A Bóg? On daje to, co najlepsze. To tak, jak na weselu w Kanie. Prośba o wino sprawiła, że wino było najlepsze, takie, jakie młodzi stawiali na początku wesela, gdy jeszcze goście byli trzeźwi. Bóg taki nie jest! On mi daje od razu wszystko najlepsze.
Czy umiem to przyjąć? Ba... Czy w ogóle chcę przyjąć to, co Bóg mi daje? Czasem trudno, bo On chce coś w zamian... Chce mojej miłości, a ja przecież nie umiem dostatecznie kochać.
Panie Jezus, proszę Cię, przez wstawiennictwo Twojej i mojej Matki, naucz mnie więcej kochać!

niedziela, 22 lipca 2012

Zaproszenie na pielgrzymkę

www.akademicka.like.pl

Pytasz się czy pielgrzymka jest dla Ciebie? Może boisz się czy podołasz, czy dasz radę dojść? Może nie wiesz, jak to wszystko wygląda? Zaryzykuj! Bądź Bożym szaleńcem, który podejmie wyzwanie. Nie obiecuję Ci, że będzie łatwo. Nie obiecuję Ci, że będziesz wygodnie sypiał! Nie obiecuję Ci posiłków w kilkugwiazdkowej restauracji! Wręcz przeciwnie, zapewniam Cię o trudach wędrówki, o noclegach wśród chrapiących, o posiłkach składających się z konserw, dżemów, pieczywa i tego, co dostaniemy od ludzi dobrej woli.

Ale obiecuję Ci niesamowite przeżycia – otwórz tylko swoje serce na Pana Boga, wyciągnij do Niego rękę, a On ją chwyci i pójdziecie razem! Wspólnie z Nim dojdziemy do tronu Mamy Pana Jezusa, do Maryi. Zobacz jak to cudownie! Ojciec Bóg będzie nas prowadził do Niebieskiej Mamy. W drodze będzie nam nieustannie towarzyszyć Ich Syn, a nasz Pan i Brat, Jezus Chrystus, bo gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Jego imię, tam On jest pośród nich (por. Mt 18, 20). Damy więc wspólnie radę, nawet jeśli będzie po ludzku ciężko.

Zapewniam Cię, że jeśli otworzysz się na działanie Pana Boga, On zacznie działać cuda. Będzie przemieniał Twoje życie. A może twierdzić, że jesteś słabej wiary. Wyrusz więc z nami, aby doświadczyć Boga, Jego obecności pośród nas. Wspólnie będziemy Go odkrywać. Stań się Abrahamem, który uwierzył Bogu i opuścił swoje ciepłe gniazdko Ur chaldejskie i wyruszył na spotkanie z Nim. Uwierz i chodź z nami! A jeśli nie wierzysz, to chodź z nami, aby uwierzyć!

Zapraszam Cię! Wyrusz z nami na pielgrzymkowy szlak, a poznasz nowych ludzi, którzy mają ten sam cel - SPOTKAĆ tego samego BOGA i doświadczyć tej samej MIŁOŚCI. A wszystko po to, aby umocnić swoją WIARĘ i wzmocnić NADZIEJĘ na lepsze jutro!

Zrób coś dla siebie!!! Zapisz się na pielgrzymkę z grupą akademicką. Czekamy na Ciebie w Sali Papieskiej na plebanii katedralnej przy ul. Obotryckiej 10 w Gorzowie Wielkopolskim od godz. 19.00 do 20.00. Więcej o nas na stronie www.akademicka.like.pl.

Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości, napisz do mnie xmdrozd (at) gmail.com

czwartek, 10 maja 2012

Wytrwajcie w miłości


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna". (J 15, 9-11)



Obdarowany miłością człowiek, będzie ją przekazywał dalej. Szczególnie miłość Bożą chce rozdawać każdy, kto prawdziwie jej doświadcza. Trwać w miłości Bożej, to realizować plan, jaki Bóg ma dla mnie przygotowany. Samotność? Małżeństwo? Kapłaństwo? Życie zakonne? Którąkolwiek drogą kroczę, jestem wezwany do zachowania przykazań. Tylko wtedy trwam w miłości Boga... O jakie przykazania chodzi? O wszystkie, jakie dał Bóg - o Dekalog, o przykazanie miłości Boga i drugiego człowieka...

Szczególnie chodzi o te dwa ostatnie: kochać Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił, całym swoim jestestwem oraz kochać bliźniego jak siebie samego. Najpiękniej wypełnił te przykazania Jezus, a szczytem jest Golgota - miejsce Jego śmierci. Jezus umierając na krzyżu realizuje miłość, jakiej doświadczył od Ojca i przekazuje ją dalej, każdemu człowiekowi, nawet temu - po ludzku - najgorszemu.


On tracąc życie, daje Życie. On umierając za prawdę, staje się Prawdą. On kończąc drogę ziemskiego życia, staje się Drogą do życia wiecznego.


To dlatego chrześcijanin, stając wobec świata, może się radować, bo w Jezusie jest jego nadzieja. To dziwne, że chrześcijanin raduje się z krzyża, który dla świata jest zgorszeniem, znakiem najgorszej śmierci, najbardziej hańbiącej. To dziwne, że krzyż staje się znakiem wiary, że wskazuje Drogę, Prawdę i Życie. Chrześcijanin może radować się w Panu, bo przyjmuję tę miłość, jaką Bóg go obdarza.

Panie, daj mi tę łaskę, abym zawsze był radosnym Twoim wyznawcą, abym zawsze doświadczając Twojej miłości, przekazywał ją dalej.